12 września 2018

Nareszcie mogę!


Tak jak ostatnio zapowiedziałam (klik), dzisiejszy wpis będzie bardziej życiowy, niż szyciowy. Po tym tekście szycie dopiero się zacznie 😉 Zapraszam do lektury.
Moja "działalność blogowa" była zawieszona przez niemal dwa lata. W międzyczasie jakoś udało mi się opublikować ze trzy notki, ale były to jednorazowe, krótkie zrywy twórczości.


Komu zdarzało się kiedyś czytać moje wypociny, to wie, czym była spowodowana ta przerwa w blogowaniu, a właściwie, przede wszystkim w szyciu. Nie będę się powtarzać, więc jak ktoś nie wie, a jest ciekawy, to odsyłam do tego wpisu.

Przyznaję, że rozstanie z dzieckiem na kilka godzin nie było łatwe. Najpierw mała zostawała z babcią, a potem rok adaptacji w przedszkolu. Myślę, że mamie trudniej było przywyknąć do nowej sytuacji niż córci 😉

Praca na etacie, a po pracy obowiązki domowe skutecznie ograniczyły mnie szyciowo. Przyznam, że wolałam bardziej leniwy relaks, niż siadanie do maszyny popołudniami czy w weekendy.

Po jakimś czasie przyszedł jednak czas na podjęcie kolejnych, ważnych życiowych decyzji. 

Hehehe... Zabrzmiało poważnie?

Nie trudno Wam się pewnie domyślić o co chodzi. Pozostali, którzy śledzą moje profile społecznościowe i tak już wiedzą. Otóż spodziewamy się drugiego dziecka 😍
Postanowienie o powiększeniu rodziny nie przyszło łatwo. Ale nie będę się nad tym teraz rozwodzić. To może być temat na oddzielny wpis. Tym razem wspomnę tylko o jednej zalecie bycia w stanie błogosławionym. Dzięki ciąży zyskałam czas! Może nie jest go jakoś specjalnie więcej, ale spokojnie wystarczyło, żeby odkurzyć maszynę i znów działać 😁


O tym, że znów mi się chce, a przede wszystkim MOGĘ szyć, krótko wspomniałam we wpisie powrotnym (tu). Po kilku rzeczach, które uszyłam na rozgrzewkę, przyszedł czas na większe przedsięwzięcie. Już wkrótce na blogu zaczną pojawiać się uszytki z projektu roboczo nazwanego wyprawką. 
Nie będzie to jednak szycie wszystkich niezbędnych rzeczy dla noworodka (większość i tak została po Tosi), ale pojawi się kilka - nazwijmy to - gadżetów, które za mną chodzą, a nie miałam ich dla pierwszego dziecka.
W związku z tym, że zaczęłam uczyć się szycia już po narodzinach Tosi, dopiero przy drugim dziecku mogę spróbować zrobić coś sama, tańszym kosztem, niż zakupienie gotowego produktu. Tym samym nie chcę więc rozważać, czy faktycznie tych rzeczy potrzebuję i czy w ogóle się u nas sprawdzą. 

Do uszycia przygotowałam już sobie całą listę "przydasiów". Nie wiem ile faktycznie uda mi się zrobić. Siostra Tosi ma być z nami na początku grudnia, więc mam jeszcze trochę czasu 😉

Nie zanudziłam Was tym tekstem? Mam nadzieję, że nie, i że wystarczająco zachęciłam do pozostania ze mną i śledzenia nowości, którymi już niedługo będę się chwalić.

Zachęcam oczywiście do polubienia mojej strony na facebooku oraz obserwowania profilu na instagramie. Oprócz nowych postów z bloga wrzucam tam czasem coś ciekawszego 😜 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz