5 września 2018

Groszki i gruszki


W moim "powrotnym" wpisie (Kwiecisty come back) wspomniałam, że pierwszą rzeczą za jaką chciałam się zabrać po przerwie w szyciu, to coś ubraniowego. Niestety nie mogę wpisać tej rzeczy na listę sukcesów. Ale, że od tamtej porażki powstało kilka udanych szmatek, to nabrałam odwagi, żeby pokazać to, co jednak nie wyszło. 
To miała być, z pozoru łatwa w szyciu, bluza dla Tosi. Przeglądając materiałowe zapasy znalazłam 0,5mb polaru w kolorowe groszki, które postanowiłam do tego wykorzystać. Zabrałam się więc do pracy. Wykroiłam poszczególne części i nie zastanawiając się długo zaczęłam zszywać... Tak samo jak szybko zaczęłam, tak skończyłam - z krzywo wszytym suwakiem i pomarszczonymi łatkami na łokciach. Nie podwinęłam nawet rękawów, bo nie było już sensu. Bluza nie do uratowania...




Kiedyś już pokazywałam najbardziej kłopotliwe, szyciowe wyzwania, którym nie podołałam (klik). Z powodzeniem mogę dołożyć do nich tą kupę zmarnowanego polaru. Niech będzie to dla mnie lekcja na przyszłość 😉

To były groszki. No dobra, a co z tymi gruszkami z tytułu? 

Otóż w tzw. międzyczasie chciałam dla poćwiczenia uszyć coś na szybko. Wpadłam na pomysł tuniki. Miało być prosto - dlatego bez rękawów. Dodałam też węższy ściągacz na dole, żeby uzyskać efekt bombki. Myślę, że dobrze się sprawdzi w połączeniu z bluzeczką z krótkim lub długim rękawem i legginsami. 

Niestety zdjęcie tylko na wieszaku, bo modelka nie chciała współpracować 😜


Standardowo na koniec zaproszę Was do śledzenie moich profili na facebooku i instagramie

P.S. Zdradzę jeszcze, że w przygotowaniu mam wpis trochę mniej szyciowy, ale poniekąd będzie zapowiedzią większego szyciowego projektu, po którym zasypię Was nowościami, których u mnie nie było 😉

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz