22 października 2015

Dziewczyna z tatuażem?

Październik obfituje u mnie w święta rodzinne. Ten wpis miałam publikować wczoraj, ale gościliśmy na imieninach u mojej mamy, więc z przyczyn oczywistych powstać nie mógł. Otóż we wtorek (20.10) urodziny obchodziłam ja, a w związku z tym, co roku o tej porze, wraca do mnie nieznośna myśl o niezrealizowanym marzeniu. A może o zwykłej zachciewajce? Kaprysie? Ale najpierw opowiem Wam coś śmiesznego :P

Dzień moich urodzin jest jak każdy inny, z taką różnicą, że mąż jest dla mnie miły, dostaję prezenty i wieczorem to ja rządzę pilotem od telewizora :D
Oczywiście od rana odbierałam telefony z życzeniami, a po południu doczekałam się nawet "randki" ;)


Po powrocie do domu, zasiadłam do komputera i z żalem mówię do Tomasza: "wiesz, że minął cały dzień, a ja nie mam żadnych życzeń na fejsie?!". Oto problemy dzisiejszego świata! Nikt, ale to nikt nie napisał na mojej tablicy pół słowa, ani żadnej wiadomości.  Małżon zamiast mi współczuć, pocieszać i cierpieć razem ze mną powiedział: "pewnie sama sobie coś zablokowałaś". Niemożliwe! - prawie krzyczę. Nie zablokowałabym jakże przydatnej funkcji powiadamiania znajomych, że mają mi raz w roku pisać same miłe rzeczy! Sprawdzam... patrzę... przestawiam... klikam... rozwijam listy... nie dowierzam... zablokowane! Szybko zmieniłam ustawienia prywatności. Poczekałam parę minut i fala życzeń napłynęła. Uuufffff... A już prawie stałam na moście z kamieniem u szyi. Nawet nie byłoby sensu listu pożegnalnego pisać, bo i tak nikt by go nie przeczytał, skoro nikt mi życzeń nie złożył na fejsbuczku. A to wszystko moja wina, taka jestem mądra :P 
To tyle głupot, bo nie o tym miało być... 
Tak więc, przechodzę do wspomnianego na początku kaprysu, wymarzyłam sobie kiedyś... tatuaż! Noszę się z tą myślą bardzo, bardzo długo. Ostateczna decyzja była podjęta dwa lata temu. Miał być prezent na 25 urodziny. W końcu ćwierć wieku to nie byle co. Byłam zdecydowana, że zrobię! Jestem zdecydowana do dzisiaj. Ale tatuażu jak nie było, tak nie ma... Podstawowy warunek to 100% pewności co i gdzie ma być. A ja nadal nie wiem... Za dużo czytam, co chwilę się okazuje, że takie miejsce to już nie modne i w ogóle wiocha. Ręka, noga, ramię, szyja, brzuch, plecy, stopa. Wszystko już było. W tych miejscach to już tylko więźniowie, albo prostytutki się tatuują. Lewa, prawa, góra, dół... Kolorowe, czarno-białe. Kwiaty, nuty, chińskie znaki, które nie znaczą więcej niż "kurczak na ostro". Ciągle coś, co skutecznie odwodzi mnie od wizyty u tatuażysty. Wszystko dlatego, że nie chcę zostać na starość z czymś, czego będę się wstydzić. Nie chcę po paru latach stwierdzić, że wybrałam najgorzej jak mogłam. Nie chcę żałować, usuwać, zasłaniać. Daję sobie czas do 30-stki! Jak wtedy nie zrobię, to już nigdy. I do starości będzie to za mną chodzić... I będę sobie pluć w brodę, że nigdy nie zrobiłam nic szalonego i odważnego - poza zajściem w ciążę :P
Już na zakończenie, z tego miejsca chciałam podziękować za życzenia urodzinowe wszystkim tym, którzy pamiętali, a także tym, którzy facebookowego przypomnienia potrzebowali ;) Dzięki! 

Podsumowując, będę żyła 100 lat, spełniając marzenia o wszystkim co najlepsze! Tego mi życzyliście. Statystyki nie kłamią ;)

 

PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz