9 października 2015

Anna vs. Burda

Odkąd jestem posiadaczką bardziej funkcjonalnej maszyny (o takiej), niemalże śniłam po nocach, że będę szyła ubrania ;) Od tamtej pory poczyniłam kilka nieśmiałych prób. Wychodziło mi różnie, ale wciąż nie czułam, że robię jakieś postępy. Każdy początkujący krawiec przeważnie sięga po gotowe wykroje. Największym i najbardziej popularnym źródłem jest internetowy portal Papavero lub znany wszystkim szyjącym, magazyn Burda. O Burdzie krążą już legendy. Zawiłość arkuszy z wykrojami i niezrozumiałe opisy szycia przyprawiły już niejednego laika o ból głowy. W końcu i ja postanowiłam zmierzyć się z tą trudną do pokonania przeciwniczką.
Burda jest w regularnej sprzedaży (miesięcznik), a dodatkowo wychodzą wydania specjalne, np. Duże jest piękne, Moda dla dzieci lub ostatnio Szycie krok po kroku z obrazkowymi instrukcjami dla początkujących. Długo szukałam idealnego projektu, który będę w stanie uszyć. Bałam się trochę zabierać za coś "dorosłego" z obawy, że zmarnuję za duży kawał materiału ;) Ostatecznie padło na kurtkę niemowlęcą z Burda. Moda dla dzieci nr 2/2015. Stopień trudności oznaczony jako łatwy (dwie kropki), czyli była szansa, że mi się uda ;)


Jakiś czas wcześniej, pod wpływem impulsu, zakupiłam metr poliestrowego materiału - był ładny i w promocji :D Wprawdzie Burda przewidziała ten model z dresówki, ale uznałam, że ten mój też da radę. 
Zabrałam się za przygotowanie wykroju. Wyłowienie elementu z gąszczu kolorowych linii nie okazało się takie trudne, jak straszyli "w internetach". Podstawą udanego uszytku jest dokładne odrysowanie i wycięcie poszczególnych części. W związku z tym, że mam w domu 11-miesięczną, wymagającą lokatorkę, spędziłam nad tą żmudną pracą cały dzień...


Jako, że to pierwszy raz z Burdą, wszystko robiłam na wyczucie. Opisy są jakie są, za wiele się z nich nie wywnioskuje... Działając instynktownie, dodałam zapasy na szwy i wykroiłam elementy z tkaniny wierzchniej, owaty i flaneli, która miała być moją podszewką. 

Punkt drugi - pikowanie. Zajęło mi to oczywiście kolejny cały dzień. Samo rysowanie linii doprowadzało mnie do szaleństwa! Najgorzej, że znikający pisak zaczął znikać zanim skończyłam i jeszcze kilka razy w międzyczasie poprawiałam wzór.


Dzień trzeci - szycie. Zaczęłam od flanelowej podszewki. Pozszywałam poszczególne elementy, rękawy, kaptur, a potem wszystko razem w całość. Burda pisze zszyj, ale nie pisze jak... Trochę improwizowałam, ale ostatecznie zaczęło przypominać kurtkę, więc już z mniejszą obawą analogicznie zszyłam części wierzchnie. I tak minął kolejny dzień...



Kolejny krok to umieszczenie podszewki wewnątrz kurtki i obszycie całości lamówką. Koszmar... Najgorzej podłożyć pod stopkę maszyny takie wąskie rękawki... Dodatkowo proste szycie wychodzi mi jak pilotowanie odrzutowca. Całe szczęście udało mi się idealnie dobrać kolor nici do lamówki, więc małe niedociągnięcia są prawie niewidoczne ;) 



Kurtka była właściwie gotowa, tylko musiała się jeszcze jakoś zapinać. Zakupiłam przecudnej urody różowe guziki i musiałam się tylko zmierzyć z moją najgorszą zmorą - obszywanie dziurek. Co z tego, że maszyna robi to automatycznie... Jak zwykle musi się coś stać... Przeżyłam chwilę rozpaczy. Nawet zapłakałam nad moim nieszczęściem :( Szło tak dobrze i w końcowym etapie wszystko się zepsuło! Szybko zebrałam się do kupy i najdelikatniej jak się dało wyprułam nieudane obszycie. Materiał nie zniszczył się na tyle, żeby całość była do wyrzucenia. Pod kolejne dziury podłożyłam już kartkę papieru, żeby ułatwić mojej Janome transport. Uff... Przyszycie guzików na maszynie to już pikuś ;)

Hurra! Moje pierwsze Burdowe zmagania zakończone sukcesem! Brawo ja! :D Jestem tak z siebie dumna, że zaraz umrę! Wczoraj nawet wybrałam się z moją modeleczką na sesję do parku ;)

kurtka niemowlęca burda



PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz