12 września 2015

Nowa stara lampka

Muszę koniecznie opowiedzieć o moim najnowszym dokonaniu. Przygotowałam się do niego lepiej niż do wszystkich dotychczasowych projektów. Zaczęłam działać jakieś dwa tygodnie temu, a skończyłam dopiero wczoraj. Znalazłam przypadkiem w sklepie Retromania Starocie Desing Vintage na facebooku dwie lampki nocne.  Postanowiłam, że odświeżę je (oczywiście) metodą decoupage. Kiedy przesyłka dotarła, wiedziałam, że przede mną dużo pracy. Nieskromnie przyznam, że efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, chociaż nie obyło się bez przeszkód...


Lampki były drewniane, w pełni sprawne, ale bez abażurów, a stare pożółkłe przewody kwalifikowały się do wymiany. Tak jak pisałam tutaj, żeby osiągnąć sukces najpierw trzeba trochę zainwestować. Wybrałam się więc na zakupy - papier ścierny, nowe przewody, żarówki i najprostsze abażury. Postanowiłam, że tym razem naprawdę się postaram, więc złożyłam też niemałe zamówienie na allegro. Kiedy przyszły nowe farby, papiery ryżowe, spękacze i patyna, mogłam zabierać się do pracy.

Zaczęłam od przygotowania powierzchni. Żmudne ścieranie starego lakieru prawie mnie wykończyło.


Po zmatowieniu, bez zastanowienia zabrałam się do malowania. Wcześniej wybrałam kwiatowy motyw w odcieniach fioletu, więc tym kolorem zapaćkałam bezmyślnie jedną z lampek. Efekt jaki był, każdy widzi... TRAGEDIA !


Szybko zmyłam wszystko pod kranem. Zanim pomaluję drugi raz, muszę to przemyśleć. Ja tak mam, że potrafię myśleć kilka dni... W związku z tym, że lampka "nabierała mocy" ochoczo zabrałam się za abażur. Ten, który kupiłam za kilka złotych, nie prezentował się najlepiej...


Zaraz, przecież jestem krawcową, sama mogę uszyć nowy abażur! Po kilkudziesięciu minutach rysowania i dopasowywania wykroju stwierdziłam, że jednak nie będzie tak łatwo jak mi się wydawało. Kroiłam, spinałam, szyłam, poprawiałam, prułam, znowu szyłam, docinałam i tak przez TRZY DNI. W końcu jest! Zakładam iiii... Dupa... Ani to ładne, ani dobrze nie leży. Wzór, który wydawał mi się idealny, pasuje jak wół do karety.


Przerobię to coś na sukienkę dla jakiejś lalki, a tym czasem muszę pomyśleć nad innym rozwiązaniem. Znowu kilka dni ;)

Zniechęcona abażurem postanowiłam powrócić do tematu malowania. Tym razem porządnie. Położyłam trzy warstwy białej farby jako podkład. Kupiłam jakąś kiepską, więc trochę się namęczyłam, żeby dobrze pokryć całą lampkę. Wymieszałam czerwony i niebieski akryl, żeby uzyskać fiolet. Dla ładnego cieniowania, nakładałam kolory warstwami, stopniowo dodając białą farbę. Jestem dosyć niecierpliwa, a że straciłam już tydzień na tę lampkę, całość suszę suszarką do włosów. Kiedy wyschło, nakleiłam wycięty wzór, położyłam trzy warstwy lakieru, w międzyczasie przecierając papierem dla uzyskania gładkiej powierzchni. Teraz spękacz. Pierwszy raz miałam używać crackle'a dwuskładnikowego. Żeby nic nie zepsuć obejrzałam kilka filmów na yt i przeczytałam cały internet. Na szczęście powierzchnia ładnie mi popękała. Rowki mogłam wypełnić patyną, ale brązowy odcień nijak pasował do całości. Z lekkim wahaniem, w pęknięcia wtarłam czarny cień do powiek, a nadmiar pyłu usunęłam nawilżaną chusteczką do pupy dziecka ;)


 Po ostatecznym lakierowaniu całość wygląda tak:


Jeszcze tylko abażur... Wujek Google wyrzucił mi miliardy zdjęć gotowych pomysłów. Z mniej więcej nakreślonym obrazem w głowie, wyruszyłam do pasmanterii na piątkowy spacer z córką ;) Kupiłam po 0,5mb z dwóch różnych koronkowych tkanin i 5 metrów satynowej wstążki. Myślałam, kombinowałam, aż udało mi się uszyć idealny. Jestem z niego tak zadowolona, że nie mogę się napatrzeć! Wieczorem małżon zamontował nowy przewód z włącznikiem i mogłam się cieszyć ostatecznym rezultatem lampkowej metamorfozy. 



tylko na tym zdjęciu widać rzeczywisty kolor wstążki...



Czytelniku, jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że nie zanudziłam Cię na śmierć ;) Warto było się pomęczyć nad tą lampką, ale jak pamiętasz, lampki były dwie... Przede mną jeszcze jedna droga przez mękę. Ale jak skończę - obie będzie można kupić! Obserwujcie facebooka ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz