10 sierpnia 2015

O przyjaźni słów kilka

Od bardzo dawna nie nadużywam słowa "przyjaźń". Mam kilkoro bliskich znajomych, których nie nazywam przyjaciółmi dla zasady. Większość moich dotychczasowych 'przyjaciół' była nimi tylko z nazwy. Ludzie mają to do siebie, że przychodzą, a potem odchodzą. W moim życiu były różne okresy, ale Ona zawsze gdzieś tam była. Niczego ode mnie nie wymaga, niczego nie oczekuje. Przychodzi na każde spotkanie. To Ona stanęła za mną i mężem na ślubnym kobiercu, jako świadek naszej miłości, a to już coś znaczy ;) to taka znajoma, tylko poziom wyżej. Przyznaję, że nie mówię jej wszystkiego - z jednego powodu - po prostu nie chcę tego układu zepsuć. Jest jak siostra, albo matka, albo TAMTO*, jest ze mną zawsze. Ten wpis będzie o niej, a raczej o tym co zrobiła!
Monika zawsze się śmiała, że ma takie zdolności, że nawet wzdłuż linii nie umie prosto wycinać. Jakoś do końca nie chciało mi się w to wierzyć. Każdy coś potrafi. Nie myliłam się, a właśnie Ona jest na to najlepszym przykładem. Choćbyś nie miał wrodzonych talentów, to możesz je po prostu nabyć. Wystarczy chcieć i wszystkiego da się nauczyć. Monice się udało ;) Tak po prostu, z dnia na dzień, zaczęła szydełkować. I to nie byle jak! 
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego co stworzyła. Oczywiście nie musiała długo czekać, aż zacznę ją wykorzystywać ;) Większość zaczyna dzierganie od szalików, czy innych łatwych rzeczy, a Ona - początkujący rękodzielnik - zrobiła to:

sesja fotograficzna
Modelka: Antonina; Fotograf: ja; Kostiumy: Monika Sz.

Pięknych rzeczy nigdy dosyć, więc zamówiłam u niej jeszcze kilka innych. Oczywiście nie za darmo. Otrzymała ode mnie najlepszą zapłatę - mój zachwyt, wdzięczność i dumę! Zyskała możliwość rozwoju, dzielenia się swoim talentem i na pewno mnóstwo satysfakcji. Co jak co, ale tego nie da się kupić. Tworzenie czegoś nowego i pięknego to ogromna przyjemność - wiem coś o tym ;) Nie znam się na szydełkowaniu, ani na stopniu trudności wykonania tych rzeczy, ale Ona dopiero się rozkręca! 

szydełkowe ubranka niemowlęce

Przyszedł też czas, aby połączyć siły. Jej szydełko i moja maszyna. Długo szukałyśmy idealnego projektu, a efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie będę przypisywać sobie żadnych zasług. Tak właściwie, to Monika odwaliła najtrudniejszą robotę. Ja tylko, godziny jej pracy, połączyłam kawałkiem lnianej tkaniny. Tak powstała Tośkowa sukienka. Oceńcie sami, czyż nie jest cudna?

sukienka na szydełku lniania

Taką właśnie mam koleżankę z jednej piaskownicy! Teraz myślimy nad wspólnym biznesem ;)

A Ty masz już swoją Monikę?
PODPIS 

* "Tamto - jest ze mną zawsze" - cały internet przeszukałam, żeby znaleźć źródło tego cytatu... Z jakiegoś filmu, reklamy? Gdzie ja to słyszałam? Monika, pamiętasz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz