3 sierpnia 2015

Janome vol.2

Pamiętacie ten wpis? Przyznam, że fantazja o nowej maszynie do szycia nie dawała mi spokoju. Zaczęłam szukać. Internet pęka w szwach od ilości pozytywnych opinii na temat maszyny Silvercrest, już dawno niedostępnej w ofercie Lidla. Tak się na nią napaliłam, że nie mogłam sobie darować. Wielokrotnie wysyłałam zapytanie do biura obsługi klienta, czy w najbliższym czasie będzie w ponownej sprzedaży - niestety nie planowali wznowienia oferty na Silverkę. Jak na złość nigdzie jej nie było, nawet używanej... Mąż nie mógł już wytrzymać mojego marudzenia, więc podszedł do tematu taktycznie. "Daj spokój z tą lidlową maszyną, kup sobie coś porządnego, JA CI DOŁOŻĘ". Nie trzeba mnie było długo namawiać. Po kilku dniach, późnym wieczorem, do drzwi zapukał kurier ;)
Wybór padł na Janome 920. Wraz z maszyną dostałam mnóstwo gratisów. Poczułam się trochę tak, jakby znowu były święta! Pomijając te mniej oszałamiające gadżety, najbardziej zadowolona byłam z dodatkowych stopek. Do wszywania zamków, guzików, obszywania dziurek, ściegu krytego, owerlokowego i jeszcze inne cuda wianki :D Tyle dobrego! Nawet nie wiem, czy będę umiała ich wszystkich użyć...



maszyna do szycia janome 920

Niemalże nie spałam po nocach, dopóki jej nie wypróbowałam. Bałam się zacząć jakiś nowy projekt bez przećwiczenia i sprawdzenia możliwości mojej nowej przyjaciółki. Tak się złożyło, że akurat przyjęłam zamówienie na sowę - idealna okazja by nowa maszyna miała swój debiut. Wow! W porównaniu do mojej poprzedniej (SewMini), szyjąc na tej poczułam się jak profesjonalistka :)
Ale zaraz! Przecież nie po to ją kupiłam. Miałam szyć coś poważnego. Zamówiłam dzianinę i ruszyłam w czeluście internetu w poszukiwaniu wykrojów. Zadanie do łatwych nie należało, zwłaszcza, że szukałam czegoś dla początkujących. Znalazłam kilka pomysłów i wzięłam się do pracy. W ciągu kilku dni powstały pierwsze rzeczy z kategorii ODZIEŻ. Oczywiście nie obyło się bez prucia, przeklinania i innych atrakcji. Aktualnie jestem już posiadaczką własnoręcznie uszytej spódnicy w gumkę z szarej dresówki, która niestety wyszła trochę za duża. Natomiast córcia może się pochwalić krótkimi spodenkami, sukienką z rękawkiem (trochę za ciasna...) i moim najnowszym dziełem:

sukienka niemowlę

Z tej ostatniej jestem najbardziej zadowolona, chociaż nie obyło się bez nerwów jakich przysporzyło mi stworzenie dziurek na ramionkach, żeby całość jakoś z przodu na guziki zapinać.
Tak czy siak, czuję że wszystko idzie w dobrym kierunku i jeszcze dam radę podbić wybiegi światowej stolicy mody! Ok, żarty żartami, a wcale nie jest tak różowo... Mam już w przygotowaniu wpis o tym co mi się nie udało ;)

PODPIS

* tak na zakończenie chciałam dodać - poprzednią maszynę, nie ukrywam, że z bólem serca, ale sprzedałam. Mam nadzieję, że nowa właścicielka będzie o nią dbała ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz