30 lipca 2015

Bezrobocie by anna.n

Podobno najlepiej myśli się na tronie? Nie, tym razem w innym miejscu, ale też w łazience ;) Jak codziennie rano zakładałam soczewki kontaktowe i taka naszła mnie refleksja - jak bezrobocie wpływa na jakość widzenia? Pomyślisz, a co ma piernik do wiatraka? Otóż, okazuje się, że ma.
Skąd takie wnioski? Był taki moment w moim życiu, w którym dłuższy czas pozostawałam bez pracy. A co robi człowiek poszukujący pracy? Oczywiście ślęczy przed monitorem, przegląda ogłoszenia, wysyła aplikacje. Ale przecież nie cały czas ;) Mieszkałam wtedy z rodzicami, a mąż nie był jeszcze nawet narzeczonym. Zatem nie miałam zbyt wiele obowiązków, więc większość dnia spędzałam przy komputerze - portale społecznościowe, blogi, filmy itp. Trwał ten stan blisko rok (!). Nie pamiętam dokładnie, kiedy zorientowałam się, że źle widzę... Przypuszczam, że po prostu pewnego dnia nie rozpoznałam osoby, która machała do mnie z drugiej strony ulicy...
Właśnie tak bezrobocie spowodowało u mnie wadę wzroku! Stałam się krótkowidzem, póki co z niewielką wadą (-1,0 i -1,25), ale bez okularów, czy soczewek nie wychodzę z domu. Chociaż przyznam, że czasem zdarza mi się zapomnieć. Orientuję się dopiero na zewnątrz, kiedy nie widzę kto idzie z przeciwka ;) Najgorzej, że muszę się wrócić do domu, a wchodzenie po schodach na V piętro do przyjemności nie należy... Tak więc, jeśli mama powtarza Ci, że "zepsujesz sobie oczy gapiąc się  ten ekran!" to niestety, ale ma rację...
soczewki kontaktowe

Bynajmniej, brak zatrudnienia, to nie tylko straty. Dostrzegłam też pewne korzyści. W związku z prawie całodobowym korzystaniem z komputera, zostałam poniekąd zmuszona do nabywania nowych umiejętności. 
Założę się, że każdemu zdarzają się chwile zwątpienia, kiedy jakiś program nie daje się zainstalować, atakuje kolejny wirus, albo Word zupełnie nas nie słucha. Takie sytuacje bardzo mnie wkurzają i są idealną pożywką dla mojej ambicji. No bo jak to, ja sobie nie dam z tym rady? I tak, metodą prób i błędów, po setkach telefonów do wtedy-nie-męża-informatyka, opanowywałam bardziej "zaawansowaną" obsługę komputera. Może nie znam biegle Excela, nie projektuję stron internetowych, nie piszę programów, ale z całą resztą radzę sobie całkiem nieźle. Przy okazji powstawania tego bloga, jak dobrze pójdzie, to wkrótce będę mogła wpisać sobie w CV znajomość języka HTML - cokolwiek to jest ;)

Dzisiaj znów jestem "bezrobotna", choć na pełnym etacie jako mama. Resztki wolnego czasu zagospodarowałam próbą poprowadzenia tej strony. Szkoda, że wtedy, kiedy miałam go więcej, nie wpadłam na ten pomysł... Może teraz byłabym już popularną blogerką? Hehe :D Tylko niby o czym miałabym wtedy pisać, skoro nie było mnie stać na maszynę do szycia, dziecko i męża?

A Wy? Cierpieliście kiedyś na brak zajęcia?  Dobrze wykorzystaliście ten czas? Jakie odczuliście skutki bezrobocia? Zachęcam do komentowania.

PODPIS 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz