22 lipca 2015

Jak się powiedziało A...

Maszyna stała w kącie dwa miesiące. Z obawy, że Mikołaj się obrazi, musiałam ją w końcu uruchomić, choć miałam wątpliwości, czy dam sobie radę. Zanim jednak do niej usiadłam, zaopatrzyłam się w kilka niezbędnych akcesoriów. Nożyce, nici, mydełko krawieckie, tkaniny - w końcu trzeba być przygotowanym, jak się za coś zabiera, prawda?
Ok, instrukcję przeczytałam, szpulka w bębenku, igła nawleczona, no to do dzieła! Szyję prosto (prawie), zakręcam, testuję ściegi, jest nieźle ;) no dobra, ale ile można tak przeszywać bez sensu? Pora na coś "prawdziwego".
 Na pierwszy ogień poszła poszewka na poduszkę. Dzięki instrukcji jaką znalazłam na blogu AdelaSzyje, wymierzyłam, skroiłam i uszyłam pierwszą użyteczną rzecz! Podobno powinno mi to zająć niecałe 30min., no cóż, trwało trochę dłużej... Wiele niedoskonałości powstało w tak banalnym projekcie, ale mimo to duma mnie rozpierała :D

maszyna do szycia
(Uwieczniłam rozpoczęcie prawdziwego ży..szycia - przepraszam za jakość zdjęcia...)

Póki zapał nie ostygł, szybko zabrałam się za kolejny uszytek. Ponownie pomogłam sobie wskazówkami Adeli  i tak, na bazie wykroju ze strony Strima.com powstał słoń. A nawet dwa - jeden na użytek własny, a drugi na specjalne życzenie siostrzeńca ;)


przytulanka słoń

przytulanka słoń


Tak się rozkręciłam z tymi przytulankami, że musiałam spróbować uszyć królika w stylu norweskiej tildy - bardzo teraz popularnej. Zadanie wydawało się łatwe. Pozory jednak mylą. Ile ja się namęczyłam zszywając te małe elementy... a przewrócić je na prawą stronę było jeszcze gorzej! Zaraz, nie... najgorzej, to było wypchać sylikonową kulką te małe rureczki, zwane rączkami i nóżkami! Ile to nerwów można zszargać przy jednym, niepozornym króliczku... Na szczęście, obyło się bez ofiar ;) Później okazało się, że szybko zapominam o wszystkich niedogodnościach, bo za jakiś czas mój "pierworodny" królik zyskał koleżankę.

tilda królik
królik w trakcie szycia       -      tu już gotowy        -       a to pani królikowa

Zachęcona pierwszymi, mniej lub bardziej udanymi sukcesami, nieustannie przeszukiwałam internet wypatrując kolejnych projektów do samodzielnego uszycia. Jako że, ani ja, ani moja maszyna nie jesteśmy przystosowane do szycia odzieży - brak umiejętności i funkcji - szłam raczej w kierunku zabawek, akcesoriów dla dzieci i innych, mało zaawansowanych przedmiotów. Idąc tym tropem trafiłam na dekoracyjne poduszki - sowy, które zostały ze mną na dłużej :)
Cdn...  

A czy Ty masz projekt, który najlepiej Ci wychodzi, jest Twoim znakiem rozpoznawczym? Pochwal się w komentarzu! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz